Wyborcze jaja – recenzja filmu

Wyborcze jaja - plakatRecenzja filmu: Wyborcze jaja (The Campaign)

komedia
Reżyseria: Jay Roach
Scenariusz: Chris Henchy, Shawn Harwell
Premiera: 09.08.2012 (świat)
Produkcja: USA

Polityka to niezwykle wdzięczny temat dla kina. Jednak zazwyczaj związane z politycznym teatrem produkcje mają dość… poważny wydźwięk, zmuszają do refleksji czy wręcz obnażają jakieś nieznane nam wcześniej fakty. Nieco inaczej jest w przypadku „The Campaign” (kolejny raz polski dystrybutor poleciał sobie w przysłowiową gumę i wymyślił, bo z tłumaczeniem nie ma to wiele wspólnego, tytuł „Wyborcze jaja”, po co wymyślać tytuł filmowi, który już taki posiada nie wiem) w reżyserii Jay’a Roacha.

Do domyślenia się z jakim gatunkiem będziemy mieli do czynienia wystarczą nazwiska odtwórców głównych ról: Will Ferrell i Zach Galifianakis. Obaj znani są w występów w najbardziej szalonych, obrazoburczych komediach często posługujących się wulgarnym czy wręcz „koszarowym” humorem. Tak jest i tym razem.

Kongresman Cam Brady (Ferrell) stara się o reelekcję, jednak zdarza mu się co raz więcej gaf i wpadek, dlatego popierający go do tej pory lobbyści muszą poszukać nowego przedstawiciela. Wybór pada na prostodusznego, ale dość… dziwnego Marty’ego Hugginsa (Galifianakis), który mimo rodzinnych tradycji nie miał dotychczas do czynienia z polityką. Obaj staną w szranki w walce o bilet do Waszyngtonu, a co z tego wyniknie możemy się wszyscy domyślać. Będzie obrzucanie błotem przeciwników, publiczne całowanie (i nie tylko) niemowląt, ujawnianie kompromitujących faktów z życiorysu konkurenta, a nawet próba rozbicia rodziny. Do tego nieco ślepego zawierzenia sondażom oraz kalkulacji odbioru różnych zachowań wśród poszczególnych grup społecznych i otrzymamy całkiem adekwatny obraz kampanii wyborczej.

I tu zaczyna się problem. Chociaż gagi i niektóre sceny są naprawdę przezabawne („spowiedź” rodziny Hugginsa, przy kolacji – palce lizać), a wykreowane sytuacje dają coraz to nowe pole do popisu, to film jako całość nie jest bardzo śmieszny. Wydaje się, że (zwłaszcza w drugiej połowie) twórcy chcieli przekazać jakąś głębszą, poważną myśl, a to w tego typu komedii strzał w stopę. „DyktatorSachy Barona Cohena zrobił taki poważniejszy wybieg tylko w jednej scenie i to zagrało, tutaj chciano dać więcej powagi i film robi się bardzo nierówny. Druga połowa traci tempo i rytm, gagi mają mniejszą moc, a w końcu zakończenie jest… meh. Takie, że możemy tylko wzruszyć ramionami.

Aktorsko film broni się znakomicie, zwłaszcza dwa największe nazwiska stają na wysokości zadania. Postać wykreowana przez Galifianakisa jest tak odmienna do tej wykreowanej w serii „Kac Vegas”, że czasem możemy zapomnieć, że to właśnie ten aktor rolę Marty’ego. Muzyka czy montaż pozostają niezauważalne, a w tym gatunku nie jest to akurat żadną zbrodnią. Dialogi są świetne i potrafią rozbawić. Naprawdę szkoda, że dobre tępo i wysoki (albo wysoko-niski, w zależności od preferencji) poziom żartów wystarczył tylko na połowę projekcji, bo sytuacji do serwowania nam kolejnych żartów nie brakowało. No, ale twórcy chyba chcieli nas też czegoś nauczyć. W filmie, w którym jednym z lepszych gagów jest wystający sutek… jak mogło się nie udać?

Wyborcze jaja - kadr 1

Wyborcze jaja - kadr 2

Wyborcze jaja - kadr 3

Wyborcze jaja - kadr 4

Wyborcze jaja - kadr 5

GD Star Rating
loading...
Wyborcze jaja - recenzja filmu, 4.0 out of 5 based on 1 rating

Oni mają swoje zdanie o filmach

Zostaw komentarz